Przeskocz nawigację

Obawiam się, że można wszem i wobec ogłosić: Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku nie będzie w Toruniu (chociaż bardzo chciałbym się mylić).
Dzień 1 kwietnia. Prima aprilis. Wiadomo, nikt nie traktuje do końca poważnie informacji, które tego dnia się pojawiają w mediach. Dlatego początkowo większość z przymrużeniem oka przyjęła informację, że Bydgoszcz zamierza wystosować swoją kandydaturę do wyścigu o ESK 2016.
Jednak do czasu. Do czasu, aż wypowiedział się prezydent Bydgoszczy Konstanty Dombrowicz, powaga urzędu którego nie pozwala na kpienie z takich spraw. Wygląda na to, że decyzja, która ma zapaść w przyszłym tygodniu, może być jasna: nie patrzymy na Toruń, startujemy sami.
Ma to swoje dobre i złe strony. Zacznę od tych drugich:

  • Niemożność współpracy. Z województwa kujawsko-pomorskiego popłynie w Europę jasny, klarowny sygnał: dwaj sąsiedzi, których dzieli 30 kilometrów, nie potrafią się ze sobą dogadać. Zachowują się trochę jak kultowy Kargul i Pawlak (warto wspomnieć, że ich pomnik stoi w Toruniu, charakterystyczne…), którzy toczą ze sobą boje zawsze, o wszystko i do ostatniej kropli krwi. Bruksela może sygnał ten odczytać tak: nie potrafią współpracować na lokalnym podwórku, to jak mają współpracować z Europą? Oni nie dorośli do zostania Europejską Stolicą Kultury.
  • Niesłowność. Dwa lata temu podpisano porozumienie prezydentów 5 miast województwa o wspólnym wspieraniu Torunia w wyścigu. Widać, że wiele od tego czasu się zmieniło, skoro deklarację tą można wyrzucić do kosza. Można wręcz czekać, aż Grudziądz czy Inowrocław zgłoszą własne kandydatury.
  • Nieporadność. Aby współpraca w wyścigu o ESK miała się opłacać wszystkim stronom, musiałaby odbywać się w przemyślanej formie. Toruń najwidoczniej nie potrafił zaprezentować sąsiadom wizji wykraczającej ponad prosty fakt “wy nas wspieracie, my zbieramy wszystkie laury”.

Jednak w sytuacji tej, paradoksalnie, można dostrzec pewne dobre strony:

  • Bydgoszcz, nawet jeśli batalii nie wygra, może pokazać, że w województwie nie ma wyraźnego podziału “Toruń – tylko kultura, Bydgoszcz – tylko przemysł”. Bydgoszcz jest jednym z największych miast Polski, ma ugruntowaną pozycję dobrego organizatora imprez kulturalnych, ma znane placówki (Opera, Filharmonia, przystosowane do organizacji dużych imprez hale widowiskowo-sportowe), a jednak mało kto mówi o tym mieście jako mieście kultury. Przeważnie mówi się, że to Toruń jest kulturalny, bo w końcu jest na liście UNESCO.
  • No właśnie. Toruń jest na liście UNESCO i czasami odnoszę wrażenie, że decydenci sądzą, że z tego tytułu wszystko im się należy. Otóż błąd. Może kandydatura Bydgoszczy utrze nieco nosa władzom (m.in. dość butnie prezentującemu swoje argumenty wczoraj w TVP 3 v-ce prezydentowi Fiderewiczowi), że do współpracy trzeba prawdziwego partnerstwa i wyważenia, aby obie strony dawały coś od siebie, ale również żeby obie strony czerpały z tego na równi korzyści. Bez spójnej, rozpisanej strategii nie ma mowy o efektywnej kooperacji.

Są jeszcze inne powody, dla których uważam, że Toruń, mimo bycia jednym z najpiękniejszych miast Polski, a może nawet Europy i świata, Europejską Stolicą Kultury nie zostanie.

  • Brak sali koncertowej. Teoretycznie mamy projekt, miejsce, harmonogram. Ale nie mamy budowy, projekt nie jest doprecyzowany (wciąż jakieś poprawki), nie wybrano wykonawcy, nawet terenu nie oczyszczono. Brukseli przy wyborze nie wystarczy, że Toruń powie “będziemy mieć”. Budowa przynajmniej musi się zacząć. A na to się szybko nie zanosi.
  • Brak odpowiedniej promocji. Toruń ma festiwale o ugruntowanej pozycji, a do nich dochodzą również nowe. Ale odnoszę wrażenie, że nie potrafi ich odpowiednio sprzedać. Warszawa potrafi reklamować swoje imprezy na billboardach w Toruniu, dlaczego Toruń nie miałby zareklamować Kontaktu, Skyway, Probaltica, Tofifest czy Festiwalu Nauki i Sztuki w innych miastach, szczególnie tych ubiegających się o tytuł ESK? Dlaczego nie sypnąć nieco groszem, by przed seansami filmowymi w kinach był wyświetlany spot reklamujący Toruń?
  • Brak solidarności w środowisku kulturalnym, czego znamienitym przykładem jest sprawa niedawnej walki o nieruszanie klubu eNeRDe. Sprawa ta, gdy miasto chciało eksmitować placówkę poza Stare Miasto (na rzecz fundacji, która może być równie dobrze na Fałata, a która raczej nie przyczynia się do ozywiania atmosfery umierającej dzielnicy w takim samym stopniu jak klub) pokazała, że ludzie kultury w Toruniu nie mają wcale łatwo, że o wszystko muszą użerać się z władzami.

Nie chcę być czarnowidzem, ale obawiam się, że jeśli Toruń szybko, wręcz natychmiast, nie zmieni swego podejścia i swojej taktyki, walka zostanie przegrana. Mimo wszystko wciąż wierzę, że Roman Kołakowski, dyrektor artystyczny ESK, wskrzesi iskrę, która doprowadzi do szczęśliwego wybuchu.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.